piątek, 30 grudnia 2016

Rozdział 6.

            Siedziała na kanapie w wielkiej willi na przedmieściach niemieckiej miejscowości. Ogromne okna przysłonione były brązowo-złotymi zasłonami w stylu barokowym. Na sporej ławie obstawionej przez dziesięć krzeseł o aksamitnych obiciach paliły się dwie stożkowe świece. Przeciągnęła na kolana jedną z satynowych, ręcznie wyszywanych poduszek, po czym włączyła sporych rozmiarów telewizor. Do ręki wzięła duży kieliszek po brzegi wypełniony najlepszym rocznikiem Merlota prosto z Bordeaux. W ciszy przyglądała się procedurom. Jednak, kiedy ogłoszone zostały wyniki, zaklęła na całe gardło. Przerażona służąca rodem z Meksyku natychmiast pojawiła się w salonie.
– Proszę pani, czy coś się stało? – kobieta trzęsła się jak osika.
– Nie twoja sprawa, Maite. – syknęła Mia – Podaj mi szybko telefon. – posłała jej ostre spojrzenie – No na co czekasz? Już!
– Tak jest, proszę pani – wręczyła jej urządzenie.
– Dzięki. Możesz już wrócić do swoich zajęć. – machnęła dłonią, po czym szybko wpisała numer – Villar, idioto! – krzyknęła do słuchawki.
– Mia, to… To nie tak… Bo ty nie rozumiesz, że… – plątał się w wypowiedzi.
– Dość! – warknęła, a Hiszpan zamilkł – Nic nie potrafisz zrobić. Jak widać, jeśli się sama za coś nie wezmę, nie wyjdzie.
– Ależ, Mia… Damy sobie jakoś radę. Przecież to nie koniec…
– Dla mnie na pewno nie, a czy dla was… – rzuciła niby od niechcenia, przyglądając się swoim idealnie wypielęgnowanym paznokciom.
– A..ale… Mia, – głośno przełknął – co masz na myśli? Co zamierzasz?
– Jeszcze nie wiem, ośle. – prychnęła – Ale jedno jest pewne. Nic już nie będzie tak jak dawniej.
            Rozłączyła się i rzuciła komórkę na stojący obok fotel. Infantino został prezydentem FIFA, zastępując na tej pozycji Seppa. Wiedziała, że jak jedno zacznie się sypać, to posypie się wszystko. Najpierw nieostrożny Sandro, potem błąd popełnili Michel i Sepp. To wszystko stało się zbyt skomplikowane i poplątane. Mia miała już tego wszystkiego po dziurki w nosie, lecz nie potrafiła się wycofać. Nie mogła tak po prostu rzucić tego wszystkiego, odciąć się. Nie mogła zostawić ich samych, bo bez niej wyglądali niczym dzieci we mgle. Nie chciała widzieć upadku wielkiej potęgi, więc nie mogła odejść. Sprawa była krótka. Była jedyną osobą, – i świetnie zdawała sobie z tego faktu sprawę – która była w stanie utrzymać ten cały chaos w ryzach.

***

            Siedziała na szezlongu i tępo wpatrywała się w kwitnący ogród. Od wczoraj nie wzięła do ust nic oprócz wina. Dużej ilości wina. Nie mogła przestać myśleć o tym, co będzie dalej. Jak miała to wszystko poukładać, by ucierpiało jak najmniej osób? Musiała z kimś porozmawiać. Właśnie w tej chwili potrzebowała drugiej osoby jak nigdy. Żałowała, że nie było przy niej teraz dziadka, który na pewno znalazłby jakieś wyjście.
            Gdy usłyszała przeciągły dzwonek do drzwi, poderwała się na równe nogi i popędziła w kierunku holu, mało nie zabijając się przy tym o własne nogi.
– Ja otworzę! – krzyknęła do Maite – Luis! – wpadła w ramiona gościa i tak po prostu zaczęła łkać.
– No już, ciiii… – pogłaskał ją po włosach Portugalczyk – Prosiłaś, żebym szybko przyjechał, więc jestem. Ale nie miałem pojęcia, że jest aż tak źle. Kto ci to zrobił? – przyjrzał się uważnie blondynce. Ta tylko pokręciła głową i pociągnęła go w stronę wielkiego salonu.
– Maite, zaparz nam dwie porządne kawy, proszę. I jeśli mamy jeszcze to twoje popisowe ciasto, to Luis z chęcią skosztuje. – zwróciła się do służącej, która z radością poszła do kuchni – Siadaj – poklepała miejsce obok siebie na skórzanej kanapie.
– Co cię dręczy?
– Infantino – rzuciła prosto z mostu.
– Co zrobisz?
– Nie mam pojęcia, Figo, nie mam pojęcia. – przygryzła z nerwów wargę – Chyba najlepszym, co mogę teraz zrobić, to wrócić do Hiszpanii i załatwić tamtejsze sprawy.
            Po chwili Maite przyniosła kawę, a Niemka chwyciła komórkę i wstukała kilka prostych słów:
„Sergi, w środę przylatuję do Barcelony. Mógłbyś mnie odebrać z El Prat?”

***

            Stolica Katalonii przywitała ją dosyć przyjemną aurą. Pogoda zawsze wpływała na nastrój Niemki, która tym razem szeroko się uśmiechała. W głębi duszy cieszyła się z tego wyjazdu, bo wiedziała, że będzie mogła spotkać się z Sergim. Bardzo dobrze im się rozmawiało, a Mia czuła się w jego towarzystwie niezwykle rześko.
            Roberto miał ten poranek wolny, toteż chciał umówić się z Neuer na śniadanie. Niestety, ku jego rozczarowaniu okazało się, że dziewczyna miała już na nie plany. Kiedy o tym mówiła, wydawała się być trochę zdenerwowana. I to go tknęło.
– Okay, w takim razie, skoro nie chcesz spoglądać na moją śliczną twarzyczkę podczas wspólnego śniadania, – obrysował palcem owal twarzy i zrobił smutną minę – to wproszę się na śniadanie do Marca i Melissy. Będę więc jechał przez miasto, bo ten debil oczywiście musiał się wybudować na drugim końcu Barcelony. – westchnął i teatralnie przewrócił oczami – Mogę cię podwieźć, jeśli masz to spotkanie w centrum – zaoferował.
– W sumie… – zastanowiła się, przygryzając dolną wargę – Umówiłam się na dziewiątą w Il Forno. Wiesz, gdzie to jest? – spojrzała na niego spod kaskady niezwykle długich rzęs.
– To jest ta restauracja w okolicach kliniki i blisko parku Cervantesa? A naprzeciwko lokalu jest szkoła nauki jazdy?
– Tak. To jest na Lepanta 338. – uśmiechnęła się nieśmiało – To nie byłby problem?
– No coś ty. Zawiozę cię tam, nie ma problemu. – zaśmiał się – A co to za spotkanie?
– W interesach – rzuciła szybko.
– W takiej dzielnicy umawia się na spotkania w interesach? – ściągnął brwi – A ja zawsze myślałem, że rekiny biznesu spotykają się w jakichś luksusowych restauracjach. No nie wiem, choćby przy dużych placach albo cholernie drogich hotelach.
– Jeśli spotkanie jest oficjalne, to tak, wtedy z reguły spotykamy się w Hiltonach, Mariottach czy innych W. – pokiwała głową – Ale ja jutro nie spotykam się z nikim tak oficjalnie.
– Badasz grunt? – poruszył zabawnie brwiami.
– Można tak powiedzieć.

            Z samego rana Roberto zaraził ją optymizmem. Dzięki jego towarzystwu w drodze na spotkanie, część stresu i obaw uleciała. Co prawda, Mia nadal nie była pewna, jak potoczą się negocjacje, czy uda jej się coś wskórać w głośnej sprawie. Tylko, że Niemka miała już tej niekończącej się sagi dość i postanowiła raz na zawsze się z tym rozprawić. Jeśli się uda, będzie wspaniale, ale jeśli nie… Cóż, w końcu to nie jej groziło więzienie.
            Blondynka nie chciała zbyt wiele zdradzać młodemu piłkarzowi, by nie wciągać go w swoje – i te nieswoje też – sprawy. Mimo to, on się nie poddawał. Zawiózł ja pod Il Forno. Chciał nawet wejść z nią do środka i poczekać, ale ta żywiołowo zaprotestowała. Sergiego nurtowało to, co miała do załatwienia i z kim. Chciał się tego dowiedzieć za wszelką cenę. Dlatego też odjechał, zostawiając dziewczynę w restauracji, ale zostawiwszy nieopodal swoje klubowe Audi, powrócił w pobliże lokalu. Przez szyby dojrzał Mię, która siedziała przy stoliku z dwoma osobami – z kobietą i mężczyzną. Cała trójka zdawała się być ubrana po cywilnemu, ale mieli poważne twarze. Neuer zawzięcie im coś tłumaczyła, ale musiała to mówić cicho, bo nikt z obsługi nawet nie popatrzył w ich kierunku. W końcu Niemka zwęziła oczy w szparki, zacisnęła usta w wąską linię i sięgnęła do torebki. Wyjęła z niej szarą kopertę. Położyła ją przy swoim talerzyku, wzięła do ręki filiżankę, z której upiła łyk zapewne kawy, a następnie, rzucając tej dwójce wyzywające spojrzenie, przesunęła kopertę w ich stronę. Przejął ją mężczyzna. Delikatnie zajrzał do środka, po czym pokazał zawartość swojej towarzyszce. Kobieta potarła niespokojnie skronie, a jej kolega jedynie lekko zauważalnie skinął głową Mii, jakby się na coś zgodził. Neuer uśmiechnęła się szeroko i Roberto już wiedział, że uszło z niej całe napięcie, a więc negocjacje się powiodły. Cokolwiek Mia negocjowała z tymi ludźmi.
Po głowie chodziło mu wciąż jedno i to samo pytanie: co ta dziewczyna ukrywała?

***

            Wysiadając z taksówki w okolicy kina Verdi, rozejrzała się dookoła, czy aby nikt jej nie śledził – ot, taki nawyk z dawnych czasów. Wypatrzyła przy okazji szyld z nazwą Askadinya, gdzie z pełną gracją weszła. Przywitała się z obsługą krótkim „bon dia”, po czym ruszyła ku niewysokiemu Hiszpanowi, zajmującemu miejsce w ustronnej części libańskiej restauracji. Mężczyzna natychmiast się podniósł, ucałował ją w oba policzki, dłoń, a potem odsunął dla niej krzesło. Kiedy już oboje usiedli, zjawił się kelner, by przyjąć zamówienie.
– Na pierwsze poproszę arayes, – zaczęła Mia – a na drugie ozzi.
– Dla mnie fatayer i seniet dajaj. – złożył kartę, po czym zerknął z radością na swą towarzyszkę – I butelkę czerwonego wina Roda.
            Siedzieli w ciszy, dopóki kelner nie przyniósł im pierwszych dań. Oboje zajęli się konsumpcją, lecz atmosfera nie była tak napięta, jak przy ich ostatnim spotkaniu. W oczekiwaniu na drugie danie, rozpoczęli rozmowę.
– Jak to jest być oczyszczonym z zarzutów? – uśmiechnęła się kokieteryjnie popijając czerwony niczym krew trunek.
– Nawet nie wiesz jak dobrze. – wyciągnął się na siedzeniu – W końcu mogę odetchnąć z ulgą.
– Cieszę się, że to już koniec tej szopki. Mam nadzieję, że nie masz dla mnie w zanadrzu żadnych nowych niespodzianek? – poprawiła włosy.
– Nie, Mia, spokojnie. – pogładził ją po delikatnej dłoni – Obiecuję, że niczego więcej nie schrzanię. Możesz na mnie liczyć, naprawdę.
– Czyżby?
– Przyrzekam na grób Sunyola.
– Ty zostaw Sunyola w spokoju. – ostrzegła – Zajmij się czymś. – wzruszyła ramionami – Odpocznij, znajdź sobie hobby, zabierz żonę na wakacje. Tutaj nie jesteś na razie potrzebny.
– Nie chcesz chyba powiedzieć, że mnie izolujesz? – pobladł – Mia, ja…

– Spokojnie, Sandro. Zabierz żonę na wakacje. Tu jest na razie spokojnie. Nic się nie dzieje. Poza tym, mamy bardzo ograniczone pole do manewru. Trzeba się mieć na baczności. – westchnęła – Pomimo oczyszczenia nadal będziesz na cenzurowanym. Ale jakoś to będzie. – puściła mu oczko – Nie przejmuj się.

***
Taaaadaaaam! To ostatni w tym roku rozdział, więc jest nieco dłuższy i więcej zdradza na temat naszej Mii.
Villar, który sprawia wrażenie, jakby się jej bał, Luis Figo nadciągający z odsieczą, tajemnicze spotkanie w Il forno i oczyszczenie Sandro Rosella - rozgryzłyście już Mię? Bo nasz Sergi jeszcze się z tym męczy. ;p Kolejny rozdział będzie przełomowy, ale dla Was - nie dla Roberto. ;)
Ogłaszam też, że jesteśmy dokładnie w połowie tego opowiadania. Czy w związku z tym szykuję coś nowego? Tak. O kim? Szykuję kilka rzeczy i nie mogę się zdecydować, co pociągnąć jako pierwsze. Jeśli zechcielibyście mi pomóc, dajcie znać, a wstawię wtedy ankietę. ;)
Z moim czasem krucho, ale za miesiąc będę miała 3 tygodnie wolnego, więc może zdążę coś napisać na zapas - życzcie mi szczęścia.
No to co? Szczęśliwego Nowego Roku!
Benvingut 2017!

PS Zapraszam tutaj -> http://lilas-word.blogspot.com/p/sneak-peeks.html gdzie znajdziecie zapowiedzi nowych rozdziałów i nowych prac. ;*

EDIT: http://lilas-word.blogspot.com/2017/01/sneak-peek-no6.html <- znajdziecie tu zapowiedź kolejnego rozdziału oraz ankietę!!

czwartek, 22 grudnia 2016

Rozdział 5.

            Po meczu przebierał się wręcz w biegu. Nie chciał pozwolić na to, by urokliwa Niemka mu się wymknęła. O, nie, co to to nie. Znalazł ją, więc teraz jest mu winna wspólną kolację.
            Przez ostatnią dobę nie mógł przestać o niej myśleć. Co prawda myślał już o niej w Gijon, ale teraz Mia była dosłownie na wyciągnięcie ręki. Jej postać go intrygowała. Taka drobna, uśmiechnięta, miła i ładna dziewczyna o zadziwiających znajomościach. Chociaż może to był tylko zbieg okoliczności? Nie, niemożliwe, żeby Bartomeu pozwolił komuś przypadkowemu siedzieć obok siebie na trybunie. Co więc mogła skrywać ta piękna niewiasta? I czym tak naprawdę się zajmowała? Wiedział, że musi poznać odpowiedzi na te pytania.
            Pędził ku VIP-owskiemu wyjściu niczym wiatr. Tuż przed szklanymi drzwiami ostro wyhamował, o mało nie rozbijając sobie o nie głowy. Poprawił prawą dłonią włosy i myślał, gdzie mógłby znaleźć panienkę Neuer. Wtem ujrzał nadciągającą w towarzystwie nieurodziwego prezydenta piękność. Wyszczerzył się jak głupi do sera. Widząc go, dziewczyna perliście się zaśmiała.
– A ty już tutaj, Sergi? Szybki jesteś – rzuciła kokieteryjnie.
– Nie chciałem, żebyś mi uciekła – puścił jej oczko.
– Mieliśmy swego rodzaju zakład, nieprawdaż? – uniosła jedną brew – A ja się wywiązuję z obietnic. – uśmiechnęła się szeroko i zwróciła do Bartomeu – Josep, dziękuję za zaproszenie na dzisiejszy mecz. Dobrze się bawiłam.
– Cała przyjemność po mojej stronie, Mia. – mężczyzna ucałował jej dłoń – Pamiętaj, że gdybyś tylko czegoś potrzebowała… – urwał.
– Wiem, Josep, wiem. – poklepała go po ramieniu – Do zobaczenia wkrótce. – posłała mu diabelski uśmiech, a prezydent nieco pobladł – No to co, Sergi? – odwróciła się w stronę piłkarza – Idziemy?
– Idziemy – wystawił w jej stronę ramie, które blondynka z chęcią pochwyciła.
            Pokierowali się na parking podziemny, skąd autem piłkarza wyruszyli w drogę. Czas podróży umilały im kolejne takty najnowszej płyty Prince’a Royce’a. Po około dwudziestu minutach znajdowali się przy alei Tibidabo. Roberto wysiadł z Audi i otworzył kobiecie drzwi, następnie prowadząc ją do poleconej mu przez kolegów restauracji „ABaC”. Tuż przy wejściu podał swoje personalia, a uśmiechnięty od ucha do ucha kelner wskazał im ustronny stolik. Oboje zajęli miejsca, przyjmując jednocześnie od chudego bruneta karty. Po chwili narady zamówili odpowiednie dania. Nawet nie zdążyli na dobre rozpocząć rozmowy, a przed ich oczami już pojawił się trunek inspirowany Sangrią.
– Pięknie tu – przyznała Niemka, rozglądając się po lokalu utrzymanym w białych i kremowych barwach. Niewielkie okrągłe stoliki przykryte białymi obrusami. Kremowe, wygodne, miękkie fotele. Ciemna, drewniana podłoga. Duże okna. Co kawałek niewielka wyspa z jasnym blatem. Fikuśne lampy nad każdym stołem, dodające temu miejscu nastroju. No i dwie gwiazdki Michelin gwarantujące wyśmienite jedzenie oraz obsługę.
– Tak. – pokiwał lekko głową na potwierdzenie – Wspaniały lokal, a na dodatek blisko stadionu. Czego chcieć więcej?
– Chyba tylko równie dobrego towarzystwa. – chwyciła napój – Ale to już mamy. – upiła łyk – Jednak udało ci się mnie znaleźć.
– Mówiłem, że mi się uda, a ty mi nie wierzyłaś – chichotał.
– Bo jak to możliwe? No błagam cię. Na tak wielkim obiekcie? Przy tylu ludziach? – dziwiła się.
– Niemożliwe nie istnieje. – puścił jej oczko – Skąd znasz prezydenta?
– Bartomeu? – potwierdził ruchem głowy – Jestem bizneswoman, więc obracam się w świecie takich osobistości. – wzruszyła ramionami – Beckenbauera też znam – puściła oczko młodzieńcowi.
– Powiesz mi coś więcej o sobie? – pochylił się lekko i spojrzał jej prosto w oczy. Westchnęła i odwróciła wzrok.
– Pochodzę z Gelsenkirchen. Odkąd pamiętam byłam chłopczycą, a potem zaczęłam obracać się w męskim świecie. Odziedziczyłam rodzinny interes i się nim zajmuję. A tak prywatnie to uwielbiam podróżować i próbować lokalnych potraw.
– Lubisz jeść? – zaśmiał się – Wybacz, ale jakoś tego po tobie nie widać.
– Potraktuję to jako komplement – uśmiechnęła się i wzięła do ręki sztućce, bo kelner przyniósł potrawy.
– Lubisz podróżować… Jakie są twoje ulubione miejsca?
– Jejku, – przełknęła – zjeździłam pół świata, jak nie więcej, więc trudno mi wybrać kilka ulubionych, ale… – chwilę pomyślała – Zawsze lubiłam wracać do Brazylii. Ameryka Południowa jest fascynująca. Ci ludzie, krajobrazy, podziały… No i te napoje ze świeżych owoców… – na jej ustach zawitał błogi uśmiech – Francja też jest mi bliska. W Dubaju przeżyłam najlepsze wakacje mojego życia. – mina nieco jej zrzedła na to wspomnienie – Ale to Szwajcaria jest dla mnie niczym drugi dom.
– Czym cię tak urzekła?
– Czy ja wiem? – zaśmiała się – Klimat wąskich uliczek i kameralnych kawiarni do mnie przemawia. Nigdy nie byłam osobą, która lubiła się wywyższać czy lansować. Cisza i spokój to było to, czego potrzebowałam w wielu momentach mojego życia. Poza tym, od dziecka spędzałam tam mnóstwo czasu i chyba tak mi już zostało.
            Czas na miłej rozmowie szybko im minął. Nim się obejrzeli, lokal był zamykany, a Sergi odwoził blondynkę do Pedralbes. Kiedy zaparkował, oboje opuścili pojazd.
– Dziękuję za dzisiaj. Dawno tak dobrze się nie bawiłam – przyznała szczerze Neuer.
– To ja dziękuję, że zgodziłaś się ze mną pójść na tę kolację. – ciemność rozświetlały jedynie lampy uliczne, a ciszę przerywały poruszające się po dzielnicy auta – Zobaczymy się jeszcze?
– Bardzo chętnie. Jutro wyjeżdżam, ale zadzwonię do ciebie, jak będę w pobliżu. W końcu mam twój numer – zaśmiała się kiwając telefonem, w którym Roberto bezceremonialnie wpisał swój kontakt.
– W takim razie… Do zobaczenia, Mia – ucałował ją w policzek.
– Dobranoc, Sergi – odwróciła się, wpisała kod, po czym zniknęła w drzwiach, a piłkarz dopiero wtedy, wiedząc, że jest już bezpieczna, wrócił do swojego Audi i pojechał do siebie.



***
Ta dam! Przedświąteczny rozdział już jest. :) Wcześniej Rosell, teraz Bartomeu... - jakieś pomysły?
Kolejny rozdział będzie dłuższy i myślę, że niektórym sporo wyjaśni (będzie się działo).
Chciałabym też nadmienić, iż opisywana restauracja rzeczywiście istnieje. ;)
Na koniec chciałabym Wam życzyć spokojnych, radosnych, pełnych ciepła i miłości Świąt Bożego Narodzenia. Odpocznijcie, złapcie oddech, tak jak i ja będę próbowała, bo jedno jest pewne - styczeń będzie - przynajmniej u mnie - ciężki.
Buziaki dla moich czytelników ;*

PS Sneak peek no. 4 & 5 to fragmenty z kolejnego rozdziału ;)

czwartek, 8 grudnia 2016

Rozdział 4.

            Poranny jogging po Pedralbes dobrze jej zrobił. Odetchnęła z ulgą, wyłączyła na chwilę myślenie i nie przejmowała się dzisiejszym spotkaniem. Akurat przełączała piosenkę na iPhonie, kiedy poczuła, że na kogoś wpadła. Podtrzymywały ją silne, męskie ręce. Spojrzała w górę i nie mogła się nie zaśmiać.
– To znowu ty?
– Znowu na mnie lecisz. – puścił jej oczko – Co tu robisz?
– Interesy. – powiedziała szybko – A co u ciebie słychać?
– Wszystko w porządku. Trenuję, gram. – wzruszył ramionami – Jakoś tam leci. Od meczu do meczu. Ale to cię pewnie nie interesuje… – podrapał się po głowie.
– Czemu? – zmarszczyła brwi – Bardzo… lubię – ciężko jej przeszło to przez gardło – piłkę nożną.
– Serio?
– Mhm – przytaknęła żywiołowo.
– Widziałem cię na meczu w Gijon. Nie mówiłaś, że się wybierasz.
– Nie pytałeś. – dała mu kuksańca – Ale tak dla ścisłości, jutro się na meczu na pewno pojawię.
– Naprawdę? – ucieszył się – A gdzie będziesz siedzieć?
– Nie powiem. – zaczęła powoli truchtać – Jak będziesz chciał, to mnie znajdziesz, przystojniaku.
– To wyzwanie? – dotrzymywał jej kroku. Dziewczyna tylko się uśmiechnęła – Challenge accepted.
– Nie boisz się, że to raczej mission impossible na stadionie z ponad dziewięćdziesięciotysięczną publicznością?
– Nie. – odpowiedział pewny siebie – A jeśli cię znajdę, pójdziesz ze mną po meczu na kolację – na jego policzkach zagościły urocze dołeczki i Mia nie mogła, ani nie chciała mu odmówić.

***

            Ubrana na luzie weszła do jednej z restauracji znajdującej się przy słynnej La Ramla. Zlustrowała pomieszczenie i ruszyła do ustronnego stolika, przy którym siedział już czekający na nią mężczyzna. Posłała mu przepraszający uśmiech i poprawiła poncho.
– Przepraszam za spóźnienie. Odzwyczaiłam się od metra, a wiesz, że tak dotrzeć tu z mojej dzielnicy najłatwiej. Długo czekasz? – usiadła na wygodnym krześle i chwyciła kartę dań.
– Nie, dopiero co przyszedłem. Dobrze cię widzieć. Ładnie wyglądasz.
– Dziękuję. Niemniej jednak wolałabym spotkać się w innych okolicznościach. Niewymuszonych popełnianymi przez niektórych błędami. – mina Hiszpana zrobiła się nagle jakaś kwaśna. Niemka machnęła na kelnera – Dla mnie tortilla de plátanos de Canarias i kawa z mlekiem.
— Dla mnie to samo. – odczekał, aż kelner odejdzie i dopiero wtedy zabrał ponownie głos – A więc przyjechałaś, by się spotkać ze mną w sprawie…
– To, że ostatnio Michel i Sepp dali mi popalić i musiałam się zająć nimi, nie znaczy, że zapomniałam, co się dzieje tutaj, w Hiszpanii. – uśmiechnęła się szorstko – Ja o niczym nie zapominam, Sandro.
– Myślałem, że… – uciszyła go ręką.
– Potrafię wybaczyć, ale nigdy nie zapominam. – machnęła od niechcenia dłonią – A już tym bardziej, kiedy wszystkie gazety przypominają mi o czymś dzień w dzień.
– Mia… – jęknął – Dobrze wiesz, że to nie miało tak wyglądać…
– Tak, tak, wiem. Nikt miał się nie dowiedzieć, sprawa miała nie wyjść na jaw, miało nie być żadnych podejrzeń ani przecieków. Ale się nie udało.
– Ale się nie udało – powtórzył szeptem.
– Zawiedliście mnie. – chwyciła do ręki sztućce, kiedy kelner postawił przed nią talerz z pięknie pachnącym śniadaniem – Ty mnie zawiodłeś, Rosell. – poruszył się niespokojnie na krześle i pobladł. Mężczyzna wiedział, że gniew Neuer jest ostatnim, czego mu trzeba – Smacznego – uśmiechnęła się triumfatorsko i zaczęła jeść. Jeśli miała zamiar nastraszyć byłego włodarza jednego z największych klubów na świecie, udało jej się to perfekcyjnie.

***

            Na rozgrzewkę przed meczem wyszedł cały podekscytowany. Miał nadzieję, że Mia już zasiadła na trybunach i będzie mógł ją zobaczyć. Coś go do niej ciągnęło i to wyraźnie. Była piękna i pełna tajemnic, co go zawsze intrygowało w kobietach.
            Wykonywał kolejne ćwiczenia, potem zaczął sobie podawać piłkę z Marciem. Cały czas błądził jednak wzrokiem po zebranych kibicach. Niestety nie mógł jej nigdzie dostrzec. Najwyraźniej jeszcze nie przyszła. Ale przyjdzie. W końcu obiecała mu wspólną kolację, jeśli ją odnajdzie, prawda?
            W tunelu jak zawsze panowała przyjazna atmosfera. Lio opowiadał kawał Luisowi, który podstawił nogę nadciągającemu Neyowi. Roberto przybił piątkę z Brazylijczykiem i ter Stegenem, który stał tuż obok nich. Coś mu przyszło do głowy.
– Marc, a skąd ty właściwie pochodzisz? – zapytał bramkarza.
– Myślałem, że wiesz, że jestem Niemcem. – zaśmiał się z miny kolegi – Z Mönchengladbach. Czemu pytasz?
– Nie, nic, tak tylko… – plątał się – Poznałem jakiś czas temu w Gijon dziewczynę i wczoraj znowu ją spotkałem, jak biegała po Pedralbes.
– No, okay, ale co to ma wspólnego ze mną?
– Jest Niemką.
– Z którego landu pochodzi?
– Co?
– Oj, no, u was są wspólnoty autonomiczne jak Asturia, Aragonia, a u nas są kraje związkowe. Na przykład Bawaria, Nadrenia Północna-Westfalia…
– Aha, no to… Nie wiem. Wiem tylko, że jest Niemką i lubi piłkę nożną.
– No to dużo. – chichotał portero i poklepał wychowanka La Masii po ramieniu – A wiesz przynajmniej, jak się nazywa?
– Tak. – wypiął dumnie pierś – Mia Neuer. Znasz ją?
– Chyba nie… Chociaż… Nie, musiałbyś mi kiedyś podesłać jej zdjęcie i powiedzieć, skąd jest. Nawet jeśli ja jej nie znam, to przecież pod koniec miesiąca jest zgrupowanie i może ktoś coś o niej wie?

            Kwadrans od pierwszego gwizdka arbitra przebiegał wzdłuż boiska i wzrokiem natrafił na przepiękną blondynkę w eleganckiej sukience, zasiadającą na trybunie honorowej. Ucieszył się na jej widok, ale coś mu tu nie pasowało. Zajmowała miejsce po lewej stronie prezydenta klubu, a wcześniej, w Gijon też towarzyszył jej jakiś ważny typ. Sprawiali wrażenie, jakby świetnie się znali. Roberto pokręcił głową, jakby chciał wygonić te myśli z głowy i skupić się jedynie na rewanżowym spotkaniu z Arsenalem.

***

            Szeroko się uśmiechała, widząc tę nieopisaną radość malującą się na twarzy młodego Katalończyka, którego drużyna właśnie zdobyła bramkę. Ten chłopak miał coś w sobie. Był dla niej bardzo miły i nie oceniał jej po pozorach, co czyniono nad wyraz często. Ten chłopak najnormalniej w świecie z nią flirtował, a jej się to podobało. Od dnia śmierci ojca nie zrobiła dla siebie dosłownie nic. Postanowiła więc zobaczyć, jak potoczy się jej znajomość z zawodnikiem Dumy Katalonii. Bardzo przystojnym zawodnikiem, który wybił piłkę na rzut rożny, a następnie przybił piątkę z bramkarzem swojej drużyny. Z bramkarzem, który… O, mamuniu. Przyjrzała się Niemcowi, który tą brawurową akcją w połączeniu ze swoim wyglądem bardzo przypominał jej Ma…
– Widzisz? Mój klub dobrze sobie radzi – rzekł dumnie Josep.
– Mów taki, póki możesz. – spojrzał na nią z ukosa – No co? – prychnęła – Nie boisz się, że się wam dobiorą do tyłków?
– Dobrze wiesz, że ja nic takiego nie zrobiłem. – bronił się ­– Rosell rządził, a ja nie miałem nic do powiedzenia w kwestii tego transferu.
– Już dobrze, dobrze, nie bocz się już. – poklepała go po kolanie – Oboje wiemy, że Sandro popełnił ogromny błąd, bo poczuł zapach pieniędzy. – westchnęła – A teraz ja muszę po was wszystkich sprzątać. Czasem czuję się przy was jak jakaś pieprzona niańka, a nie… – urwała.
– A nie jak dziedziczka ogromnej fortuny? – podsunął, a ona potwierdziła ruchem głowy – Na długo zostajesz w Katalonii?
– Nie wiem. Mam dużo rzeczy do załatwienia. – potarła skronie – Muszę śledzić sprawę Rosella, jakoś spróbować to poskładać do kupy. Na Villara też muszę mieć oko. Ale bez wyjazdu się nie obędzie.
– Dokąd tym razem?
– Ojczyzna wzywa.



***
Coś się rozjaśnia? Na jaw wychodzą kolejne "znajomości" naszej bohaterki. Ktoś się tu spodziewał naszego drogiego ex-prezydenta Rosella? Macie jakieś pomysły odnośnie dalszego ciągu tej historii? Śmiało, piszcie w komentarzach, bo jestem bardzo ciekawa! :*